A dziś siedziała z nim w tej klimatycznej, portowej restauracji w centrum starej Kopenhagi i przez głowę przelatywało jej co najmniej kilkanaście pytań, do zadania których nie miała żadnego prawa.
– Nie – odpowiedział jej cicho. – Tamto małżeństwo nie przetrwało pięciu lat. Rozwiedliśmy się, wyjechałem do Danii i zostałem tutaj na stałe, a mój syn odebrał wychowanie tego rodzaju, że dzisiaj nie chce mnie znać i nie życzy sobie kontaktu.
– Przecież o nic cię nie pytałam.
– Jak to nie?

Następne dni upłynęły im na walce ze złośliwością kominka.
W końcu się z nim uporał, zakończył pracę, posprzątał wokoło i wykonał próbne rozpalenie.
Wszystko było w porządku.
Kot Viking nareszcie mógł przenieść się z powrotem na ulubiony fotel w salonie.
„To co, misja skończona?” – pomyślała Paulinka, ale nie powiedziała tego na głos. Spojrzał na nią z ukosa i roześmiał się.
– Wziąłem tydzień urlopu, od jutra.
– To super. Dokąd pojedziesz? Malediwy? Wyspy Kanaryjskie?
– Linka. Nie ze mną te gierki. Jutro rano możemy zacząć zwiedzać Kopenhagę. Pokażę ci wszystko, co warto zobaczyć. Kocham Kopenhagę. Znam ją na pamięć.
– Ja też. Zwiedziłam ją już z Manią.
– To może pójdziemy jeszcze raz do kolorowego Nyhavn, nad kanał, tam, gdzie przy nadbrzeżu zacumowano mnóstwo starych, drewnianych żaglówek…
– Żaglówki. Czemu mnie to nie dziwi?
– I koniecznie jeszcze musimy pójść do słynnej kopenhaskiej Małej Syrenki. – Nie dał sobie przerwać. – Każda prawdziwa europejska turystka chce mieć z nią zdjęcie.
– Mam i ja.
– To możemy pójść do Blue Oceanarium, pooglądać morskie bestie.
– Tam też już byłam. Dwukrotnie.
– To jeszcze możemy pójść do łóżka.

Zastanowiła się chwilę, bardzo licząc na to, że nadal uda jej się uniknąć euforii.
– Nie jestem już młodą maturzystką, Ajaks. Między twoją ostatnią propozycją – bym przeszła na tao i rzuciła się z tobą w otwarte morze – a tą dzisiejszą upłynęło całkiem sporo czasu. Urodziłam troje dzieci. Mam od tego tłuszczyk na brzuchu. Wstydziłabym się ciebie i dosłownie wszystkiego podczas takiej dziwnej akcji po tylu latach – powiedziała po prostu.
– Dziwnej akcji?… – Uśmiechnął się do niej kpiąco. – Lineczko, jeżeli mężczyźnie podoba się kobieta, to ostatnią rzeczą, która go interesuje, jest to, ile ona ma lat.
– Tere-fere. Ty też już nie jesteś najmłodszy. Powiedziałabym nawet, że nadal jesteś jedenaście lat starszy ode mnie. Problem tkwi jednak w tym, że ja właściwie nie lubię już facetów. I nie lubię już seksu.
– Zamkniesz oczy i pomyślisz o Anglii – wyszczerzył zęby.
– Nie jesteśmy w Anglii. Tu jest Dania, Ajaks.
– Ale Dania to też królestwo…
***
Będziemy już zawsze
odjeżdżać od siebie
z każdego przystanku
i z każdego dworca
Będziemy się nie spotykać
co weekend w każdym pubie
Będziemy nie słuchać
tych samych koncertów
i nie wpadać na siebie
w parkowych alejkach
Będziemy nie rozmawiać
nie myśleć i nie czuć
nie zasypiać dokładnie
o tych samych porach
oddzwaniać do innych
z kim innym się rozstawać
Będzie nam od siebie
wara aż po grób
happy end odwrócony
podszewką do góry
Tylko w krzywych lustrach
ran nie będzie widać
grymas spłynie z twarzy
i w uśmiech się zmieni
Gest pożegnania
w otwarcie ramion
przejdzie zdziwione
alejki się zbiegną
sny ku sobie zwrócą
a pociągi zaczną jeździć w dobrą stronę

Ewa Parma, „Od”