Estrellita. Gwiazdeczka Południa. Tak mówi na nią argentyńska babcia i w ogóle wszyscy argentyńscy krewni. A naprawdę nazywa się Kiara. Ma dwa latka. Dla nas, w Polsce, stała się zamorskim Słoneczkiem. Może dla równowagi z tą “Gwiazdeczką”… To jednak prawda, że narodzin wnuczątka nie da się z niczym porównać. Zwłaszcza, jeżeli matką jest Luizka. Pamiętam, że była trzecia dwadzieścia nad ranem, kiedy, w półśnie, odebrałam telefon. W ciemności komórka wyświetliła mi anons: Luizka, Argentyna. – Mamuś?… – usłyszałam głos mojej, będącej przy nadziei, Luizki. – Co się robi z dzieckiem? – Z jakim dzieckiem? – oprzytomniałam natychmiast. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. – No, z dzieckiem!… – nawet przez ten dzielący nas przestwór Oceanu Atlantyckiego wyraźnie  wyczułam, że moja córka wzruszyła niecierpliwie ramionami. – Godzinę temu urodziła się Kiara, moja lekarka wyszła robićinnej dziewczynie cesarkę, pielęgniarki nie przychodzą, a my z Sebastianem nie wiemy, co dalej?… Stanęłam przy oknie sypialni, przykładając czoło do zimnej szyby. Żeby nie zwariować, albo żeby mi się mózg nie zagotował. – Luizka! Już urodziłaś? – zapytałam raz jeszcze, na wypadek, gdyby to wszystko jednak mi się śniło. – No tak!! Urodziłam! Zważyli ją, zmierzyli…Trzymam ją na rękach! Co się teraz powinno zrobić, mamuś? – Luniu, kochana, to gratulacje! Dziewczynka? Jak fajnie, że dziewczynka! Córciu! Nakarm ją! Po prostu daj jej cyca! – Ale jak?!  Ona nie chce! – Luizko, posłuchaj, to bardzo ważne, żebyś ją jak najprędzej nakarmiła piersią, bo wiesz, siara i te rzeczy… Po prostu połóż się na boku i przytul ją do piersi, a gdyby nie łapała, to połaskocz delikatnie palcem kącik jej usteczek, ten od strony cycusia, i zobaczysz, że zacznie pić! Ja z tobą też tak zrobiłam, gdy się urodziłaś…   Nobel…  Nobel w dziedzinie psychologii za ten nocny, międzykontynentalny Telefon Zaufania. Zostałam babcią. Moja pierworodna wnuczka nie zmarła z głodu w pierwszej dobie życia.

Estrellita. Gwiazdeczka Południa. Tak mówi na nią argentyńska babcia i w ogóle wszyscy argentyńscy krewni. A naprawdę nazywa się Kiara. Ma dwa latka. Dla nas, w Polsce, stała się zamorskim Słoneczkiem. Może dla równowagi z tą “Gwiazdeczką”… To jednak prawda, że narodzin wnuczątka nie da się z niczym porównać. Zwłaszcza, jeżeli matką jest Luizka. Pamiętam, że była trzecia dwadzieścia nad ranem, kiedy, w półśnie, odebrałam telefon. W ciemności komórka wyświetliła mi anons: Luizka, Argentyna. – Mamuś?… – usłyszałam głos mojej, będącej przy nadziei, Luizki. – Co się robi z dzieckiem? – Z jakim dzieckiem? – oprzytomniałam natychmiast. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. – No, z dzieckiem!… – nawet przez ten dzielący nas przestwór Oceanu Atlantyckiego wyraźnie  wyczułam, że moja córka wzruszyła niecierpliwie ramionami. – Godzinę temu urodziła się Kiara, moja lekarka wyszła robićinnej dziewczynie cesarkę, pielęgniarki nie przychodzą, a my z Sebastianem nie wiemy, co dalej?… Stanęłam przy oknie sypialni, przykładając czoło do zimnej szyby. Żeby nie zwariować, albo żeby mi się mózg nie zagotował. – Luizka! Już urodziłaś? – zapytałam raz jeszcze, na wypadek, gdyby to wszystko jednak mi się śniło. – No tak!! Urodziłam! Zważyli ją, zmierzyli…Trzymam ją na rękach! Co się teraz powinno zrobić, mamuś? – Luniu, kochana, to gratulacje! Dziewczynka? Jak fajnie, że dziewczynka! Córciu! Nakarm ją! Po prostu daj jej cyca! – Ale jak?!  Ona nie chce! – Luizko, posłuchaj, to bardzo ważne, żebyś ją jak najprędzej nakarmiła piersią, bo wiesz, siara i te rzeczy… Po prostu połóż się na boku i przytul ją do piersi, a gdyby nie łapała, to połaskocz delikatnie palcem kącik jej usteczek, ten od strony cycusia, i zobaczysz, że zacznie pić! Ja z tobą też tak zrobiłam, gdy się urodziłaś…   Nobel…  Nobel w dziedzinie psychologii za ten nocny, międzykontynentalny Telefon Zaufania. Zostałam babcią. Moja pierworodna wnuczka nie zmarła z głodu w pierwszej dobie życia.